O tym, jak znalazłam się na Dominikanie… na miesiąc

DCIM101GOPRO

Budzę się po średnio przespanej nocy w gorącym namiocie, wychodzę na zewnątrz i widzę Diane z papierosem (to pierwsza rzecz, którą robi rano) siedzącą przy stole na dworzu, jeszcze jest cicho, ale zaraz wszyscy wstaną. Witam się z nią i idę to toalety, która oznacza maleńkie pomieszczenie z kibelkiem bez sedesu, dziurką w ziemi będącą spływem od prysznica i zasłonką prysznicową zamiast drzwi. Zaraz po tym zabieram się za robienie kawy, co otwiera dla mnie bramę do serc wszystkich zaspanych dusz, które powoli wywlekają się ze swoich namiotów i dołączają do Diane siadając przy stole. Jeszcze nikt nic nie mówi, najpierw trzeba napić się kawy. W końcu jest 6:30 rano. Dopiero po pierwszych łykach oczy otwierają się szerzej, zaczynają się jakieś rozmowy.

Tak rozpoczynał się mój dzień przez ostatni tydzień, mój pierwszy tydzień na Dominikanie. Przyleciałam w ramach HelpX, help exchange, pracować dla Diane i Paul’a ok. 6 godzin dziennie w zamian za zakwaterowanie i jedzenie. Na cały miesiąc, bo ja nie lubię gdzieś jeździć na krócej. Podczas pierwszego tygodnia byliśmy w Las Terrenas, gdzie mieści się ich szkoła nurkowania. Malutka, z warunkami bardzo spartańskimi, ale przytulna. Tego samego dnia, kiedy ja dojechałam, przyjechało też 15 wolontariuszy z Peace Corps. Peace Corps to amerykański program wolonariatu, wysyłający młodych ludzi w różne strony świata na dwuletnie programy. Na Dominikanie jest ich około 200, rozsianych po całej wyspie i zajmujących się głównie edukowaniem najbiedniejszych mieszkańców na temat zdrowia, higieny, poczucia własnej wartości, przedsiębiorczości itd. Szkoła nurkowania Diane i Paul’a oferuje bardzo atrakcyjną zniżkę właśnie dla nich, dlatego zjechali się, żeby w 4 dni zdobyć licencję nurkowania. Tyle osób, a trzeba było nakarmić wszystkich. Pomagałam więc przy gotowaniu, krojeniu, podawaniu i sprzątaniu, widocznie dobrze, bo po trzech dniach Diane i Paul grozili, że mi zabiorą paszport bylebym tylko nigdy nie wyjechała. Zaoferowali mi też próbne nurkowanie za darmo! Nawet się nie spodziewałam takich obfitości, kiedy tu jechałam. Już pierwszego dnia poszłam z chłopakami pływać z rurką, tak samo jak trzeciego i wczoraj. Wczoraj płynęłam nad chłopakami, którzy nurkowali z butlą i popłynęliśmy do wraku, który jest niedaleko od brzegu. Fajnie było patrzeć sobie na nich z góry i zaczęłam bardziej się relaksować (bo wcześniej zawsze się stresowałam, że dotknę rafy koralowej przez przypadek i ugryzie mnie jakiś potwór) i cieszyć pływaniem. Woda jest taka słona, że nawet nie trzeba się wysilać. Szczerze mówiąc, taka zmiana po zatłoczonym, szalonym Nowym jorku bardzo mi się spodobała. Mieszkania moich przyjaciół są tak zagracone najróżniejszymi pierdołami, których nawet nie używają, że człowiek czuje się przytłoczony. Dlatego jak tu przyjechałam to bardzo odczułam tę zmianę – oni mają może ze dwa, trzy garnki, trzy patelnie, odliczoną ilość talerzy i kubków. Jak dowiedziałam się, że ma przyjechać tyle amerykańskich wolontariuszy to trochę zwątpiłam – i my wszyscy do tej jednej małej łazieneczki? Okazało się, że oni są zaprawieni w boju. Nie było żadnego narzekania, marudzenia, rozpieszczonych panienek – nawet pierwszej nocy, kiedy była potworna burza i zalało ich wszystkich w namiotach. Pomagali mi przy myciu naczyń w wielkiej plastikowej misce na dworzu, zawsze dziękowali, jak im przynosiłam jedzenie i sprzątałam, czułam się naprawdę doceniona. Niektórzy z nich żyją w jeszcze gorszych warunkach i cieszyli się na normalny prysznic. Poza tym, jak już dojdziesz na plażę, zapominasz o wszelkich niedogodnościach. Plaża jest cudowna. Palmy, niebieska, ciepła woda, słońce i drobny piasek. Ludzie są mili, nie nachalni, czuję się bezpiecznie. Paul jest guru nurkowania. Ma taką wiedzę, że wie wszystko – a jak czegoś nie wie, to znaczy że nie było to warte zapamiętania. Cieszy się też dużym autorytetem wśród wszystkich, jest śmieszny, rzuca dowcipami i jest dobrym człowiekiem. Diane też jest z Wielkiej Brytanii, ma około 60 lat i jest książkową brytyjką, z londyńskim akcentem i przede wszystkim bardzo angielskim poczuciem humoru. Z początku może wydawać się trochę oschła i niedostępna, ale po czasie się otwiera i jest naprawdę ciepłą i opiekuńczą osobą. Audrey też tu pracuje, jest profesjonalnym nurkiem i szefem kuchni… gotowała takie dania (z moją pomocą) dla tych wolontariuszy, że posiłki były jedynymi momentami ciszy, bo tak im smakowało. Oprócz szkoły nurkowania w Las Terrenas mają jeszczę kafejkę w Las Galeras, o której napiszę więcej, jak już tam dojadę…co może nastąpić nawet jutro

Żródło:
www.magdameetsworld.wordpress.com/2015/07/08/o-tym-jak-znalazlam-sie-na-dominikanie-na-miesiac

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.