Tadeusz Figwer: życie pełne niespodzianek.

Studiował filologię polską i teatrologię. Pochłonęła go jednak muzyka. Gra na kilku instrumentach, ale doszedł do wniosku, że to nie jest jego pasja. Usiłuje natomiast jako promotor lansować innych wykonawców. Także w Nowym Jorku.

Tadeusz Figwer przyjechał do Ameryki na przełomie tysiącleci. Dokładnie w 1999 roku. Zatrzymał się w Nowym Jorku. Wcześniej mieszkał w Londynie, znał Europę, ale jeszcze przed przyjęciem Polski do UE uznał, że jest tam coś, co określa jak „szklany sufit”. Cudzoziemcom trudno się przebić po dojściu do pewnego poziomu. Ciekaw był zatem Stanów Zjednoczonych.

Tadeusz urodził się w Krakowie. Jak powiada, na Uniwersytecie Jagiellońskim zaczął się najpierw kształcić na polonistyce, a później wybrał teatrologię. Myślał o reżyserii teatralnej, ale ostatecznie ze względów pragmatycznych podjął naukę w Instytucie Ekonomicznym, przeznaczonym dla osób studiujących na tej uczelni na innych kierunkach. Ponieważ młody student grał też na gitarze, fortepianie, klawesynie i organach, zastanawiał się, czy zostać muzykiem. Zaabsorbowały go głównie muzyka rockowa i jazz. Koniec końców zwrócił się w stronę teatru.

W Polsce, jeszcze w czasie studiów, Tadeusz pracował w agencji artystycznej, zajmującej się produkcją, sprzedażą małych form teatralnych, dzieł sztuki oraz, w mniejszym stopniu, przedstawień i koncertów. Na UJ przed wejściem Polski do UE związał się z PTTK. Jeździł często za granicę. Połknął wówczas bakcyla i zapragnął życia gdzie indziej.

Doświadczeń imigracyjnych nasz rodak nabrał w Anglii i Grecji. Zastanawiał się jednak ciągle nad wyprawą na dłużej za ocean lub osiedleniu się w USA na stałe. „Doszedłem do wniosku, że trzeba się na coś zdecydować, bo taka jazda na dwóch koniach rozprasza. Ponadto brytyjski prawnik uzmysłowił mi, że przyszłość jest w Ameryce” – wyjaśnia.

Tadeusz początkowo nie miał konkretnego pomysłu, co robić w Ameryce. Postanowił się rozejrzeć. Znał już bardzo dobrze, podkreśla, angielski. W USA brano go za Szkota, ze względu na akcent, co go trochę śmieszyło. „Nowy Jork zafascynował mnie najpierw rozmiarami. Dużymi budynkami, samochodami, autostradami, przestrzenią. Przekonałem się też niebawem, jak gigantyczny jest cały kraj. Nawet podczas wyjazdu do pobliskiej Pensylwanii zauważyłem, jak wiele jest jeszcze przestrzeni do zagospodarowania” – przypomina początki w Ameryce.

Zaraz po przybyciu do USA świeży imigrant imał się różnych zajęć. Pracował w restauracji, a także jako sekretarz schorowanego małżeństwa. Rozglądał się jednocześnie za czymś innym. Podkreśla, że zajęło mu to sporo czasu. Zwłaszcza że długo ciągnęła się sprawa legalizacji pobytu.

Tadeusz mówi, że chociaż dobrze znał angielski, postanowił wyszlifować jego amerykańską odmianę. Podjął w tym celu naukę, dzięki czemu zresztą otrzymał wizę studencką. „Ponieważ w Polsce byłem związany ze środowiskiem artystycznym, w Nowym Jorku od razu zacząłem chłonąć życie miasta, jednego z kilku na świecie, gdzie sztuka jest dostępna na wyciągnięcie ręki. Korzystałem z bogatej oferty artystycznej” – tłumaczy.

Zdaniem Tadeusza istnieje niepisane prawo, że wszyscy twórcy i z USA, i z całego świata, którzy osiągnęli jakiś poziom, pokazują się co najmniej raz w Nowym Jorku, by przypomnieć o swym istnieniu. Są świadomi, że jeśli uda im się tutaj, mają przed sobą szerokie perspektywy.

Nowy przybysz nawiązywał kontakty ze środowiskiem muzycznym, choć nie rozważał powrotu do niego jako wykonawcy. Muzyka, powiada, jest jednak jak narkotyk i jeśli ktoś jej zakosztuje, to wciąga na zawsze. Postanowił zająć się muzycznym public relations i organizacją koncertów.

Interesował się początkowo głównie „ciężkim rockiem”, ale też słuchał każdej innej muzyki, łącznie z klasyczną. Nie może się tylko przekonać do rapu i hip hopu.

W Nowym Jorku Tadeusz zaczął prowadzić, jako tymczasowy menedżer, zespół grający ciężki, metalowy rock, Mahavatar. Grał tam niegdyś polski basista Szymon Maria Rapacz. Koncertował on w wielu klubach na Wschodnim Wybrzeżu i brał m.in. udział w festiwalu CMJ. Był też w Polsce na Woodstock. Później, przy współpracy z Mystic Production, zespołowi udało zorganizować trasę koncertową w różnych miastach w Polsce i w sąsiednich krajach.

„W którymś momencie zdecydowałem, że ciekawsze dla mnie jest funkcjonowanie jako niezależny promotor niż menedżer jednego zespołu. Zapewnia to większą swobodę artystyczną, jak też finansową. Pozwala również na projekty o różnym charakterze” – uzasadnia.

Kiedyś na koncercie w klubie Europa Tadeusz usłyszał Agnieszkę Skrzypek, znaną pod pseudonimem artystycznym Aga Zaryan. Spostrzegł, że jest to niezwykle utalentowana wokalistka i chciał jej pomóc wejść na rynek amerykański.
„Udało mi się wówczas zorganizować kilka koncertów w dobrych klubach, m.in. w nieistniejącym już Mo Pitkins oraz Rockwood Music Hall na Manhattanie. Na jeden z występów zaprosiłem kierownictwo Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku, które też było pod wrażeniem talentu Agi. Następny koncert zrobiliśmy wespół z instytutem w Joe’s Pub przy Public Theatre przy La Fayette” – wylicza promotor.

Tadeusz odczuł satysfakcję, gdy kariera Agi interesująco się rozwinęła. Stała się pierwszym w Nowym Jorku polskim muzykiem jazzowym, którego płyta weszła do dystrybucji przez prestiżową wytwórnię Blue Note. On tymczasem związał się profesjonalnie z kolejnymi artystami.

„W tej chwili współpracuję m.in. z utalentowaną kompozytorką i wokalistką mieszkającą w Polsce Indią Czajkowską. Pracujemy nad działaniami, które pozwoliłyby ją wprowadzić szerzej na rynek amerykański. Mamy też pewne plany w Europie. W minionym roku wzięła udział w Festiwalu „Chopin i Przyjaciele”, organizowanym przez Mariana Żaka” – przypomina Tadeusz.

Jak dodaje, Czajkowska występowała też wraz z Elektrą Kurtis w koncercie Fundacji Kościuszkowskiej. W tym roku nagrała utwory do nowej płyty, m.in. z udziałem dwóch znanych muzyków amerykańskich: gitarzysty jazzowego Jeffa Platza, związanego z Berclee School of Music, oraz saksofonisty Daniela Cartera.

„Dzięki współpracy z wytwórnią niezależną Zoharum z Gdańska, prowadzonej przez Macka Mehringa, Indii udało się wydać dwie płyty, w tym jedną z kompozytorem i instrumentalistą muzyki elektronicznej Mirrormanem. Są dystrybuowane na całym świecie. We wrześniu natomiast został wydany jej album „Tańce snu” z Sebastianem Madejskim” – opowiada promotor.

W tej chwili Tadeusz szuka środków i możliwości wydania następnej płyty Indii z innymi artystami. Zainaugurowali projekt Meru, łączący elementy psychodelicznego rocka, improwizacji, a nawet elementów jazzowych.
Ostatnio nawiązał też współpracę ze słowackim kompozytorem i gitarzystą Davidem Kollarem. Z Davidem pracuje nad wydaniem nowego albumu, po sukcesie trasy na Zachodnim Wybrzeżu. Planują powtórzyć serię koncertów na Wschodnim Wybrzeżu. W projekcie uczestniczy m.in. perkusista zespołu King Crimson Pat Mastelotto.

Jednocześnie Tadeusz sięga po innych artystów. Zauważył ostatnio utalentowaną kompozytorkę i perkusistkę polską mieszkającą w Nowym Jorku, Dorotę Piotrowską. Jako pierwszy polski muzyk jazzowy występuje ona ze swoimi kompozycjami i we własnym projekcie w klubie Smalls. Za interesujących uważa też klasyczną skrzypaczkę Kingę Augustyn, nagrywającą dla prestiżowej wytworni Naxos, oraz pracującego obecnie w Los Angeles kompozytora Bartka Gliniaka, autora m.in. “Oratorium kalwaryjskiego” (ze Zbigniewem Książkiem), “Lords of Carpathians”, a także muzyki filmowej.

Jak mówi Tadeusz, “zdecydowałem się osiąść w USA, bo – pomimo narzekań niektórych ludzi – ten kraj w dalszym ciągu oferuje olbrzymie możliwości. Nawet po atakach na World Trade Center w 2001 roku oraz kryzysie gospodarczym, widać, że Ameryka ma niezwykłą wręcz zdolność samoregulacji. Czy za którymś razem to zawiedzie, to już odrębne pytanie”.

Źródło: http://www.dziennik.com/publicystyka/artykul/tadeusz-figwer-zycie-pelne-niespodzianek

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.