Historia zespołu „Perfect” oczami Seweryna – część 1

seweryn-reszka

Seweryn Reszka, były menadżer grupy „Perfect”. Gorąco zapraszamy do zapoznania się z bardzo bogatą historią tego zespołu, spisaną i opowiedzianą przez człowieka LEGENDĘ. Seweryn i Jego Rock’N’Roll’ownia.

PRAPOCZĄTKI

Proszę cofnąć się w czasy kiedy nie było internetu ani iPoda, ba nie było CDs a królowały winylowe czarne LP. Nie było telefonów komórkowych, w telewizji były dwa kanały a w radio trzy programy.

PRL późnego Gomułki to były czasy szare i ponure. W tym czasie na Zachodzie zaczął królować Rock’n’Roll. W 1967 na Monterey Pop Festiwal wystąpił po raz pierwszy Jimi Hendrix. Bob Dylan zaśpiewał o tym, że czasy się zmieniają. W 1969 odbył się legendarny festiwal w Woodstock, na którym debiutowały takie późniejsze gwiazdy jak Janis Joplin, Santana, The Who czy Joe Cocker. W Polsce najbardziej popularne były zespoły brytyjskie: The Beatles, The Rolling Stones, The Animals. Oczywiście w polskim radio rocka nie puszczano a płyty można było kupić tylko w komisie za jakieś astronomiczne sumy. Dlatego młodzież słuchała radia Luxemburg, bo tam nadawano zachodnią muzykę. Rock’n’Roll nie zna granic i dotarł też do Polski. Już w 1959 r. Franciszek Walicki założył na Wybrzeżu pierwszy zespół o nazwie Rythm and Blues, ale został on zlikwidowany błyskawicznie przez komunistyczne władze.

Pod nazwą big-beat powstało trochę zespołów grających pop-rock jak Czerwone Gitary, Czerwono Czarni, Trubadurzy czy Niebiesko-Czarni. Potem pojawił się Niemen, Brakout i SBB. Wreszcie pod koniec lat 70. zanotowano zjawisko zwane Muzyką Młodej Generacji – Kombi, Krzak, Exodus. Na rynku muzycznym popularny był Dwa Plus Jeden czy Andrzej i Eliza, królowała Maryla Rodowicz.

Klub “Medyka” w Warszawie i “Dzikie Dziecko”

seweryn-1

W latach 70. Klub “Medyk” w Warszawie był miejscem ożywionej działalności artystycznej. Działał tu m.in. legendarny “Salon Niezależnych”, wiele zespołów jazzowych i rockowych, istniało studio piosenki. Najważniejsze było to, że odbywały się koncerty “na żywo”, które wkrótce wyparła wszechwładna dyskoteka. Jednym z zespołów grających tam w połowie lat 70. było “Dzikie Dziecko”. Zespół był na tyle dobry, że pojechał na trasę z Budką Suflera i wystąpił w warszawskiej Hali “Gwardii”. Muzyka, która grała grupa wyprzedzała to co grali wtedy inni o parę lat. Liderem był Zbyszek Hołdys (g. voc), na gitarze grał Rysiek Sygitowicz, na bębnach Piotr Szkudelski, a wokalistą był Romuald Czystaw (później śpiewał z Budką Suflera). Basiści się zmieniali. Najbardziej znamienitym choć grającym tylko gościnnie był Jurek Goleniewski (ex Breakout). Załapał się też Zbyszek Wypych, właściciel sporej ilości sprzętu do nagłaśniania imprez. Z repertuaru zespołu zachował się właściwie jeden utwór “Fabryka keksów”, który po latach nagrał zespół Turbo. Niestety istniejąca wtedy cenzura radiowa nie dopuszczała ostrych rockowych utworów na antenę. “Dzikie Dziecko” nie miało szans zaistnieć na rynku ani wyjechać za granicę. Kiedy Wypych odszedł do Brakautów zabierając cały sprzęt zespół poszedł w rozsypkę a leader udał się do klubów polonijnych w USA aby zarobić na sprzęt.

Ten zespół ze względu na skład osobowy i muzykę którą grał można uznać za pierwowzór lub pierwszy “Perfect”.

Za chlebem

Zbyszek Hołdys początki kariery miał błyskotliwe. Był samoukiem. na gitarze zaczął grać dosyć póżno, bo w wieku lat 14 – na ławce, na podwórku. Jego kumplami byli Bogdan Olewicz i Andrzej Mogielnicki, którzy wprowadzili go w świat rock’n’rolla jako że znali angielski i mieli dostęp do zachodniej muzyki. Zbyszek wcześnie opuścił liceum. Podczas pamiętnego Marca 1968 został aresztowany przez milicję pod Uniwersytetem Warszawskim. Następnego dnia napiętnowany publicznie na szkolnym apelu opuścił liceum i nigdy do niego nie wrócił. W wieku lat 16 rozpoczął samodzielną karierę artystyczną. Związał się z warszawskim Klubem “Medyk”. Tu praktycznie “zamieszkał”. Jego pierwsze kompozycje zostały nagrodzone na festiwalu studenckim FAMA. Grał w zespole “Kwiaty Warszawy” i RH-. Wkrótce został gitarzystą Maryli Rodowicz. Zakładał zespół Andrzej i Eliza, grał też z Dwa plus Jeden. Wreszcie założył “Dzikie Dziecko” ale życie zmusiło go do emigracji zarobkowej. Pierwszy półroczny wyjazd – typowo klezmerski do knajpy w Chicago pozwolił mu zakupić gitary, wzmacniacze i poczuć się pewnie finansowo. Czasy kiedy chodził głodny minęły. Kolejne wyjazdy były już trochę inne. Dołączył do Perfect Super Show and Disco Band, grupy, która występowała w nocnych lokalach, akompaniowała na koncertach Annie Jantar i trzykrotnie wyjechała do klubów polonijnych w USA. Ciekawostką jest to, że śpiewała w niej Basia Trzetrzelewska, która później zrobiła światową karierę jako Basia – jedyny taki przypadek w historii polskiej muzyki rozrywkowej, porównywalny z karierą Urszuli Dudziak – wokalistki jazzowej.

Powalić całą Polskę na kolana

Wreszcie Zbyszek był gotowy stworzyć wymarzoną super grupę, która “powali całą Polskę na kolana” jak mawiał. Była połowa 1980 roku. W sali “06” warszawskiego klubu “Stodoła” rozpoczęły się próby zespołu, który wkrótce stał się legendą. Z “Dzikiego Dziecka” byli Sygitowicz i Szkudelski. Na basie Zdzisiek Zawadzki (ex Breakout) bo Jurek Goleniewski był już związany z kim innym. Podobnie Romek Czystaw – nie mógł śpiewać z Perfectem bo miał 2-letni kontrakt z Budką Suflera. Sprawa wokalisty była kluczowa. Najpierw Zbyszek chciał sam śpiewać. Pokłócił się o to mocno z Andrzejem Mogielnickim i dlatego teksty dla Perfectu napisał Bogdan Olewicz. (Mogielnicki pisał potem dla Lady Pank). Wreszcie po długich poszukiwaniach, kiedy próby trwały już parę miesięcy pojawił się Grzesiek Markowski. Nie był wokalistą rockowym. Śpiewał w Teatrze na Targówku i w Victoria Singers (z tej grupy powstał później VOX). Olewicz i Hołdys “przerobili” go na rasowego rockowego frontmena.

Ze Zbyszkiem Holdysem znaliśmy się od 1974 r. z “Medyka”. Zaprzyjaźniliśmy się. Podczas tych kilku wyjazdów do USA słał do mnie listy. Głównie pisał o tym jak ma wyglądać… Perfect. Był zafascynowany efektownymi (z użyciem holografii) koncertami grupy KISS i samą koncepcją występowania w pełnym makijażu. Słał zdjęcia. Podczas tych wyjazdów w latach 1976-1980 Zbyszek uważnie śledził branżę rockową w USA i przygotowywał się do tego aby stworzyć super grupę. Spotkaliśmy się przypadkiem w Nowym Jorku w 1979 r. Klezmerska ekipa przyjechała samochodami z Chicago rozliczyć się z PAGART-em*. Podrzucili mi Halinę Frąckowiak, która miała śpiewać w polonijnym klubie w Elizabeth. Odprowadziłem ich na lotnisko – wracali do Polski. Wcześniej założyłem z Wojtkiem Morawskim i Zdziśkiem Zawadzkim Central Park Club. Zasada była prosta. Trzeba było wypić w flaszkę whisky w Central Parku by zostać pełnoprawnym członkiem. My wypiliśmy dwie. Dlatego pewnie na lotnisku oświadczyłem się Basi Trzetrzelewskiej…

Zbyszek chciał żebym został menadżerem Perfectu. Ja raczej chciałem z Polski emigrować i uczciwie mu o tym powiedziałem. Byłem zawodowo przygotowany na to by być “menago”. W tzw. “branży” działałem od 1975 r. kiedy to rzuciłem studia matematyczne dla rock’n’rolla. Pojechałem w pierwszą swoją trasę koncertow jako pracownik techniczny. Nosiłem i podłączałem sprzęt, obsługiwałem nagłośnienie i światła. Byłem w ekipie p. Cękalskiego, który posiadał wtedy największą i najlepszą aparaturę w Polsce. Później pracowałem z Krzysztofem Krawczykiem (1977-78). Tam byłem szefem ekipy technicznej i inspicjentem ogromnego show, z którym jeździliśmy (ponad 50 osób, dwa TIR-y sprzętu). Poznałem tajniki rozliczeń, umów i lewych pieniędzy. Pracowałem też z Andrzejem Rosiewiczem jako… “Ksawery Patejko fryzjer wzorowy – damsko-cywilny i męsko-wojskowy – pierwszy przedstawiciel polskich usług w Kosmosie”. Andrzej “wystrzeliwał” mnie rakietą podczas swojego show. Wreszcie w 1979 r. pracowałem z grupą VOX. Przez te 5 lat poznałem prawie wszystkich polskich wykonawców zarówno zawodowo jak i towarzysko. Moją bazą był klub “Stodoła” w Warszawie.

Po powrocie z Nowego Jorku w 1979 r. zamieszkałem ze Zbyszkiem Hołdysem w wynajętym mieszkaniu przy ul. Ogrodowej w Warszawie. Kiedy powstał “Perfect” utrzymywałem się razem z Tadkiem Trzcińskim – byłym harmonijkarzem Breakout’ów – z nagłaśniania koncertów… Ireny Santor. Z czegoś musiałem żyć. Perfect był znany tylko wąskiej grupie ludzi z kręgu “Stodoły” i branży muzycznej. Na pierwszy koncert zespołu w poznańskim klubie studenckim Aspiryna przyszło …8 osób. Po kilku utworach, przerwali koncert i rozbiegli się po akademikach aby zwołać większą widownię. Tak rewelacyjnej polskiej kapeli nigdy nie słyszeli.

W kilka miesięcy potem, do 5-cio tysięcznej poznańskiej Areny tłumy fanów zespołu aby się dostać do środka wybiły wszystkie szyby. Zrodziła się legenda. Jak to się stało? W lutym 1981 r. zespół dokonał pierwszych nagrań. Oczywiście nikt ich nie zaprosił. Mieli nagrać podkłady dla Lidki Stanisławskiej. Zrobili to błyskawicznie a pozostały czas wynajętego studia poświęcili na nagranie swoich utworów. „Ale wkoło jest wesoło”, „Bażancie życie”, „Lokomotywa z ogłoszenia”, „Obracam w palcach złoty pieniądz” i jeszcze jeden, co do którego Hołdys miał wątpliwości, trochę się go wstydził… Tak to “Nie płacz Ewka”. Skoro jednak nagrania powstały, ktoś w telewizji wpadł na pomysł aby dokręcić do nich “obrazki”. Tak powstał program “Obracam w palcach złoty pieniądz”. Ale minie parę miesięcy zanim telewizja odważy się go wyemitować. Tymczasem radio proponuje już oficjalne nagranie kilku utworów. Są to „Niewiele Ci mogę dać”, „Nie igraj ze mną wtedy, kiedy gram”, „Nasza muzyka wzbudza strach”, „Czytanka dla Janka”, „Wieczorny przegląd moich myśli”, „Coś dzieje się w mej biednej głowie”, „Chcemy być sobą” oraz „Bla, bla, bla”. Od Polskiego Radia odkupują te utwory Polskie Nagrania i tak powstaje pierwsza pierwsza “biała” płyta zespołu. Na okładce logo, które na wzór Coca-Coli stworzył Edward Ludczyn.

Zespół zaczyna koncertować. Coraz więcej. Czasami po dwa a nawet trzy koncerty dziennie. To wynika z idiotycznych przepisów, dotyczących sztywnych stawek za imprezę. Nie ważne ile przyjdzie ludzi na koncert czy 200 osób czy 10 tys. Stawka jest ta sama. W przypadku rockmanów niewielka – 400 zł (później 700 zł). Co dziwne każdy artysta dostaje będąc “w trasie” dodatek objazdowy – 200 zł. To na pokrycie kosztów utrzymania poza domem. Większość organizatorów nie zdaje sobie sprawy z tego co to koncert rockowy. Na przykład dwie starsze panie bileterki w kinie, które zostają dosłownie zmiecione przez tłum fanów czterokrotnie przewyższający pojemność sali. Perfect jest wszędzie. Na festiwalu w Opolu, na festiwalu w Jarocinie, wreszcie w Sali Kongresowej na Rock Jamboree ’81 – koncert zostaje zarejestrowany przez telewizję. Popularność zespół zawdzięcza nie tylko muzyce ale także wspaniałym tekstom Bogdana Olewicza wyśmiewającym PRL-owską rzeczywistość a także buńczucznym odzywkom Hołdysa podczas koncertów. Poza tym “Nie płacz Ewka” zaczyna być grana na… dancingach. Grudniowa trasa odbywała się na Wybrzeżu. Mieszkali w Novotelu. Tam też przebywa delegacja regionu “Mazowsze” na “krajówkę” NSZZ “Solidarność”. Jak głosi legenda Hołdys podchodzi w barze pełnym “mewek” do Kuronia i mówi: – Panie Jacku. To lud w Pana jak w Boga wierzy a Pan z dziwkami wódkę pije. Rozbawiony Kuroń zaproponował mu założenie Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Gitarzystów Rockowych. W nocy do pokoju Piotrka Szkudelskiego wpadają uzbrojeni osobnicy. To pomyłka – przyszli aresztować Kuronia. Zaczął się stan wojenny. Rano Jaruzelski wygłasza swoją mowę… Jest 8 rano. W hotelowym holu stoi cinkciarz – boi się wyjść na ulicę z dolarami. Przychodzi panienka i otwiera Pewex. Basista Perfectu zwany Morskim Psem podejmuje szybko decyzje. Od “cynka” kupuje po dobrej cenie dolary a następnie wykupuje prawie cały alkohol z Pewexu. Tak zaopatrzony zespół wraca w przerwanej trasy przez pełną czołgów i wojska Polskę do Warszawy.

Nie pokona orła WRONa

Stan wojenny wiązał się z zakazem odbywania imprez publicznych. W przypadku Perfectu trwało to pół roku. Dla zespołu, który żył z koncertowania to było groźne. Na dodatek już w grudniu Hołdys przebąkiwał coś o rozwiązaniu grupy. Zaproponował nawet aby grali dalej ale bez niego. Rysiek Sygitowicz i Zdzisiek Zawadzki mogli się tego podjąć. Tak naprawdę to oni stworzyli brzmienie zespołu, wszystkie aranżacje, większość muzycznych pomysłów była ich. Zbyszek Hołdys dał melodie – oni stworzyli resztę. Ale nie zdecydowali się. Obaj wyjechali “za chlebem” czyli grać w knajpie. Decydujący był aspekt finansowy. Klezmer mogł odłożyć 1200 dolarów miesięcznie. Po półrocznym pobycie za granicą był w stanie kupić sobie mieszkanie. Miesięczna pensja w Polsce to było ok. 20 dolarów. Przy sztywnych stawkach za koncert ogromna popularność nie przekładała się na ogromne pieniądze. Co innego autorzy tekstów (Olewicz) i kompozytorzy (Hołdys). Z każdego sprzedanego biletu na koncert zespołu, z każdej sprzedanej płyty 8% ceny wpływało do ZAiKS (Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych). Tam było dzielone pomiędzy twórców. W wypadku Hołdysa to były miliony. Ale zanim spłynęły na jego konto minął ponad rok. Po ostatnim pobycie w USA Zbyszek kupił sobie mieszkanie własnościowe i był spokojny o swoje finanse, ale…

Na początku stanu wojennego przyszedł do mnie z flaszką whisky i zadał mi zasadnicze pytanie: – Dlaczego mnie nie internowali? Miał wręcz pretensje do WRONy, że nie siedzi teraz razem z Kuroniem i Michnikiem tak jak tysiące działaczy “Solidarności”. – No cóż – powiedziałem – Pan Bóg dał Ci szansę, więc ją wykorzystaj. Zbyszek posłuchał mojej rady i zaczął tworzyć materiał na nową płytę. Miała być o… stanie wojennym. Miejsce, które wybrał na “pracownię twórczą” było dosyć oryginalne – barek dla gości hotelowych w “Victorii”. Granice były zamknięte, cudzoziemcy musieli opuścić PRL, tak więc luksusowe hotele ziały pustką ale jednocześnie były miejscem gdzie łatwo można było dostać alkohol. Cała branża muzyczna spotykała się w barku hotelu “Europejski”. Obok był Pewex, pełen alkoholu. Wszyscy śledzili wieści z PAGART-u i Ministerstwa Kultury i Sztuki. Pierwsza z tych instytucji wysyłała polskich artystów za granicę. Miała komisarza wojskowego, któremu wytłumaczono, że jeśli nie wypuści artystów na Zachód to będziemy musieli płacić ogromne odszkodowania i to w dolarach. Pierwszy wyjechał Wiesław Ochman zostawiając w zastaw rodzinę, a potem klezmerzy na skandynawskie statki, do klubów polonijnych czy arabskich superluksusowych hoteli.

Ja miałem odebrać paszport i wyemigrować. Termin wyznaczono na 22 grudnia 1981 r. Niestety 13 grudnia wybuchła wojna polsko-jaruzelska i moje plany wzięły w łeb. Pierwsze miesiące stanu wojennego spędziłem na piciu wódki i graniu w karty w zacnym gronie. Co innego można było robić? W sposób naturalny dołączyłem do Perfectu. Ponieważ pozycja managera zespołu była zajęta przez Krzysztofa Konarzewskiego “Pontona” zadowoliłem się funkcją szefa reklamy i rzecznika prasowego zespołu. Podczas tras koncertowych byłem pracownikiem technicznym.

Perfect musiał uzupełnić skład. Hołdys szukał długo i cierpliwie. Na miejsce Sygitowicza wybrał Andrzeja Urnego ze Śląska. Grał on w formacjach Dżem i Krzak, był wspaniałym gitarzystą a wyglądał jak Jezus bez brody. Zdziśka “Morskiego Psa” zastąpił Andrzej Nowicki zwany “Karakułem” z racji czarnych mocno kręconych włosów. Był związany z grupą MECH. Studiował swego czasu matematykę. Rozpoczęły się próby w nowym składzie. W czerwcu udaje się wejść do studia TONPRESS-u i zarejestrować 10 utworów: „Co za hałas – co za szum”, „Druga czytanka dla Janka”, „Idź precz”, „Pocztówka do państwa Jareckich”, „Autobiografia”, „A kysz – biała mysz”, „Nie bój się tego wszystkiego”, „Wyspa, drzewo, zamek”, „Chce mi się z czegoś śmiać” oraz „Objazdowe nieme kino”. Wcześniej Tonpress wydał singla z “PePe wróć” i “Opanuj się”. Rozpętała się ogólnonarodowa dyskusja co to znaczy “PePe”. Polska Posierpniowa, Wałęsa, Solidarność? Nie, chodziło o Piwo Pełne, którego ciągle brakowało szczególnie na kacu. Płyta która powstała nazywała sie UNU. Było to najczęściej spotykane słowo na… tablicach rejestracyjnych pojazdów wojskowych. Ale cenzurę wyprowadzono w pole twierdząc, że UNU to ptak staroegipski.

W lipcu wreszcie można było pojechać w trasę. Generalną próbą miał być koncert w “Stodole”. To podczas niego po raz pierwszy publiczność zaśpiewała “Nie bój się tego Ja-ru-zel-skie-go!”. Mało tego ponad tysięczny tłum z tą pieśnią na ustach przemaszerował obok mieszczącego się obok “Stodoły”… budynku Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Miny mieliśmy nietęgie. Z jednej strony byliśmy dumni i bladzi a z drugiej baliśmy się, że odwołają nam trasę. Ale nie odwołali. Za to, jak się potem dowiedzieliśmy, wszystkie koncerty Perfectu były nagrywane przez SB (Służbę Bezpieczeństwa).

Zbyszek zdecydował, że zespół będzie grać tylko nowy repertuar plus “Ewkę” i “Chcemy byś sobą”. Śpiewanie “Ale w koło jest wesoło” w sytuacji gdy na ulicach stały czołgi a tysiące ludzi siedziało w więzieniach nie miało większego sensu. Koncerty w stanie wojennym okazały się ogromnym sukcesem. To były dwie godziny wolności wyrwane generałom. Młodzież przychodziła w koszulkach z zakazanym symbolem “Solidarności”. Podczas “Niemego kina”wszyscy siadali na podłodze i palili zapalniczki. Były ogromne emocje. No i gromko śpiewali “Chcemy bić ZOMO” i “Nie bój się tego Ja-ru-zel-skie-go!”.

Finansowo też było nieźle, a to dzięki sklepikowi, który prowadziłem. Sprzedaż wyprodukowanego przez nas plakatu zespołu (300 zł) i metalowych znaczków z logo oraz płyt w cenie “komercyjnej” czyli po 500 zł (w sklepie po 135 zł ale nie można było dostać). Muzycy dostawali za 14 dniową trasę ok. 30 tys. zł za granie i drugie 30 tys. ze sprzedaży tzw. “reklamy”. Musieliśmy się jakoś ratować i omijać absurdalne stawki ministerialne za granie. To samo robiło TSA, Republika, Maanam czy później Lady Pank.

W kwietniu 1982 powstała lista przebojów programu 3 polskiego radia prowadzona przez Marka Niedźwiedzkiego. W pierwszym notowaniu na 20 utworów 8 było polskich zespołów w tym aż 2 były Perfectu: “Opanuj się” i “Pepe wróć”. 28 września ’82 na listę weszła “Autobiografia” i była tam przez 18 tygodni. Ten utwór stał się hymnem pokolenia.

10 marca 1983 r. na konferencji prasowej w “Stodole” (którą prowadziłem jako rzecznik prasowy zespołu) Zbyszek Hołdys ogłasza decyzje o zawieszeniu działalności przez Perfect czyli praktycznie o jego rozpadzie. Nietęgie miny członków zespołu mówią same za siebie. (Fot. Ryszard Gajewski – od lewej: S. Reszka, G. Markowski, Z. Hołdys, A. Nowicki, A. Urny, P. Szkudelski i Krzysztof “Ponton” Konarzewski – manager)

seweryn-2

To był szok dla nich i całej Polski. Ja uważałem, że Zbyszek jako artysta ma prawo do takiej decyzji. Mieliśmy plany dalszej działalności z innymi muzykami. Dziś patrzę na to trochę inaczej. Ostatni koncert Perfect zagrał na festiwalu w Opolu. Jeszcze tylko parę klubowych grań w Berlinie Zachodnim i najlepszy polski zespól rockowy przestał istnieć. Na szczęście odrodził się po czterech latach.

Napisane przez: Seweryn Reszka

Seweryn Reszka – Obserwator i prześmiewca zjawisk. Organizator koncertów rockowych w Kanadzie. Emerytowany menadżer zespołów rockowych. Od 20 lat właściciel agencji reklamowej. Podróżnik i wielbiciel czerwonego wina. Graphics designer, art director wielu magazynów polonijnych. (Zdrowy styl, W drodze, Nasze żagle, Trucker[ski] magazine, Polish-Canadian Trucker).

Źródło:
http://www.przeglad.ca/2016/05/historia-zespolu-perfect-oczami-seweryna/

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Close Menu